Prolog

środa, 29.kwietnia.2009, 18:44
Lipiec 1998 rok. Rzecz nie dzieje się w bogatych dzielnicach Beverly Hills, ani w wypasionych wieżowcach Nowego Jorku. Jeśli spodziewacie się jakiejś love story czy opowiadań o bananowych dzieciach to od razu opuście tą stronę.
Aleksa, Gazela i Ada, to w czasach ich dzieciństwa wszystko się zaczyna. Warszawa, Ochota. Dzielnica nazywana zachodnią Pragą stolicy. Między wysokimi, szarymi blokami na podwórku z metalowym obdrapanym z farby placu zabaw spędzałyśmy czas. Trzy siedmiolatki. Aleksa, chuda wysoka blondynka z szarą chustką na głowie. Chodząca z głową w chmurach, żyjąca marzeniami, zamknięta w wesołym i beztroskim dziecinnym świecie. Jej ojciec był alkoholikiem. Aleksa nie wiedziała gdzie pracuje, co robi, czy nawet ją kocha. Może i dobrze, że nie była tego wszystkiego jeszcze świadoma. W matce miała wsparcie, ale ona wolała raczej pracę od zabaw z dzieckiem. Gazela mieszkała naprzeciwko. Niewysoka dziewczyna z grubym warkoczem, w okrągłych okularach niczym Harry Potter i z wiecznym uśmiechem na twarzy. Rok starsza od Ady i Aleksy. Nikt nie wiedział jak u niej w życiu rodzinnym, nie miała telefonu, domofon nie działał, a ojciec wieczorami wracał szybkim krokiem do domu mówiąc nam pośpieszne „dzień dobry”. Ada, trzecia z nas, mieszkała trzy poziomy pod nami. Niska, blondynka z delikatną nadwagą wiecznie ubrana na błękitno. Była bardzo surowo wychowywana. Na podwórku była może ze dwie godziny, podczas gdy reszta spędzała na nim cały dzień. Jej rodzice stawiali przede wszystkim na naukę. Ledwo co zaczęłyśmy naukę w szkole a ona już musiała tyrać na czerwony pasek i wzorowe zachowanie. Każdy przeciw z jej strony kończył się laniem skórzanym paskiem po tyłku. Robiła to rzadko, raczej kuliła uszy i szła grzecznie do domu.
Tego dnia umówiłyśmy się w trójkę przy starej wierzbie. Każda z nas miała przy sobie foliową torebkę z kilkoma rzeczami.
–Ada, co przyniosłaś?- Spytała Gazela. Dziewczyna wysypała zawartość swojego pakunku na ziemię.
-Postanowiłam, że wezmę jednego delfina ze swojej kolekcji figurek i długopis, bo chcę zostać kiedyś prawnikiem. Mama mówi, że będę wtedy dużo zarabiać i będzie mi się lepiej żyło. Sądzę że to dobrze.-
-Tylko tyle?- Spytała Aleksa wysypując rzeczy i ze swojej torby.
-Ja wzięłam zdjęcie z gazety, które znalazłam u mamy. To chyba modelka, też kiedyś taka będę. Jest piękna, wysoka i taka szczupła.
-Mnie się nie podoba.- Skomentowała szybko Gazela.
-Ale mi tak! Wzięłam jeszcze zeszyt, bo chciałabym kiedyś napisać książkę, smycz, bo zawsze chciałam mieć pieska i gliniane serduszko, bo chce wyjść kiedyś za mąż i mieć dużo dzieci.- Ada i Aleksa włożyły swoje rzeczy do tekturowego pudełka po butach.
-Teraz twoja kolej Gazela. Pokaż co masz.-
-Mam widelec, który podkradłam z kuchni. Pewnie będę kiedyś kucharką.- Powiedziała z duma w głosie. –Poza tym płytę, może będę DJejem.-
-De-dżejem. Chyba tak się mówi.- Powiedziała nie pewnie Ada.
-DJejem, nie znasz się. To po amerykańsku. Mam jeszcze liść sałaty...-
-Liść sałaty?! Zgnije przecież nie możemy go zakopać!- Krzyknęła Aleksa. Gazela zastanowiła się trochę.
-No dobra, ale chciałabym żeby był to znak tego że zawsze będę się zdrowo odrzywiać i nigdy nie będę pić ani palić.-
-Ble!- Powiedziałyśmy zgodnie.
-Będziemy to na pewno pamiętać, przecież picie i palenie jest okropne!-
-Moja mama mówi, że można umrzeć nawet od jednego papierosa.- Powiedziała Aleksa.
Pokiwałyśmy głowami i włożyłyśmy resztę bibelotów do pudełka. Na koniec, na samym wierzchu dałyśmy swoje wspólne zdjęcie z napisem „przyjaciółki na zawsze”. To miał być nasz taki wehikuł czasu. Postanowiłyśmy, że jak będziemy mieć po trzynaście czternaście lat to odkopiemy je. Byłyśmy pewne, że do tego czasu nasze marzenia spełnią się, a my nadal będziemy nierozłączne. Nie zdawałyśmy sobie jeszcze sprawy jak bardzo się mylimy...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Mój Profil

Dodaj do ulubionych

2009
kwiecień (1)

brak kategorii (1)
wszystkie (1)